Hydropiekłowstąpienie
- data:
- 2008-10-05
- autor:
- k3rmit
Kolejna wizyta w bielskim Rudeboyu zaczęła się niezbyt miło. Mimo tego, że rozpoczęcie koncertu było zaplanowane na godzinę 19, drzwi klubu zostały otwarte na chwilę przed 20. Mogło to przestraszyć mniej cierpliwe osoby, nie wspominając o przyjezdnych. Kiedy nadeszła długo wyczekiwana chwila przekroczenia progu klubu ogarnęło mnie lekkie przerażenie. Sala praktycznie pełna, a za mną w kolejce tyle samo ludzi czekało aby się dostać do środka! Dostanie się w okolice baru graniczyło z cudem, trzeba było wycierpieć swoje. Odpuściłem z nadzieją, że będzie łatwiej, gdy występ się zacznie.
Gdy już ostatni chętni dostali się pod strzechy klubu, na scenę wyszedł zespół. Na pierwszy ogień poszły dwa utwory z najnowszej płyty – Bóg zapłać i Czarne kowboje. Zabawa zarówno pod sceną, jak i w kolejce do baru zaczęła się błyskawicznie, ja dalej jednak byłem nieco przygnębiony sytuacją w Rudeboyu. Przy kolejnych numerach 1939 i Barykada udało mi się wygospodarować kawałek podłogi. Miałem stamtąd majestatyczny widok na kawałek klawiszowca, filar, kawałek wokalisty, kolejny filar i sampler ;) Na szczęście całe ciśnienie ze mnie zeszło i mogłem się cieszyć energicznym koncertem.
Tradycyjnie usłyszeliśmy utwory z najnowszego albumu Gospel, mocniejszego Powstania Warszawskiego a także z uspokajających Guseł. Oprócz wyżej wspomnianych, na set-liście znalazły się utwory takie jak Godzina W, Stare miasto, mpaKOmpaBIEmpaTA, Hydropiekłowstąpienie.
Mimo ścisku i braku miejsca, wszyscy w klubie wyglądali na zadowolonych. Mało powiedziane, od sceny do połowy klubu (wypełnionego po brzegi, że przypomnę) można było obserwować żywiołowe, szalejące, „skaczące” głowy. Najlepszym momentem koncertu było dla mnie niewątpliwie Stare Miasto, kiedy niezawodna publika pomogła przy „dostępie do włazu”. Uśmiech poszerzył mi się dwukrotnie, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Jednym słowem, czad. Dla tego momentu warto było stać godzinę na mrozie.
Niestety, z przyczyn natury wszelakiej nie mogłem zostać do samego końca. Klub opuściłem na ostatniej piosence podstawowego seta. Wyszedłem, ale byłem zadowolony z tego, co usłyszałem i zobaczyłem. Trzeba przyznać, że siłę Lao Che można docenić na koncercie klubowym. Plenery nie oddają do końca tego klimatu i mocy zawartej w ich muzyce.
Ostatnie wpisy
Więcej ognia ! - relacja z koncertu EWR.
Dziś 20 listopada. Czwartek. Jak co tydzień w katowickim Cogitaturze i dziś odbył się koncert. I choć od występu East West Rockers minęło równo dwa tygodnie, a w Cogi regularnie koncertują inne kapele, to jednak każdej z nich ciężko zgromadzić tłum porównywalny z tym, który był owego poświątecznego wieczoru, 6 listopada.
Słaby prezent ...
Czwartkowy koncert częstochowskiej formacji Habakuk, zapowiadał się jako doskonały wstęp do świętowania II urodzin katowickiego Cogitaturu. Niestety gdybym był zaproszonym gościem, miałbym mieszane uczucia co do tego muzycznego prezentu jaki został zaserwowany.




