3-4 maj - Same gwiazdy, żadnych suportów
- data:
- 2008-05-09
- autor:
- ka.
Podczas tzw’długiego weekendu’ majowego w całej Polsce odbywały się różnorakie festiwale i koncerty plenerowe.Tak też było we Wrocławiu.
Ugościł nas na Wyspie Słodowej 3 i 4 maja, w tym roku pod hasłem “Same gwiazdy, żadnych suportów”.W sobotę pierwszym zespołem otwierającym całą impreze była Coma. To zastanawiające posunięcie, bo mimo tego, iż zespół jest z wszystkich najmłodszy to ich muzyka nie bardzo nadaje się na godzinę 14.Troszeczkę dziwacznie było oglądać Piotrka Roguca wraz z kolegami na scenie bez charakterystycznych świateł i aureolki mroku.
Trudno też było największym fanom skupić się.No bo jak tu myśleć o pierwszym wyjściu z mroku kiedy słońce świeci niemiłosiernie? Pod względem muzycznym jednak Coma trzyma poziom.Była idealną przekąską tego “rannego wieczoru”.
Drugą atrakcją ‘wieczoru’ był zespół Ira.Zapewne wielu powiedziałoby:” nie ma to jak stara, dobra Ira”.Publiczność bawiła się świetnie,dziewczyny krzyczały więc chyba koncert można uznać za udany.Prócz nowszych piosenek zaprezentowali ów stare,dobre kawałki.
Artur Gadowski miał dobry kontakt z publicznością i parę razy powtarzał,że to dla nich nowość...granie o tak wczesnej porze. Ogólnie rzecz biorąc koncert był poprawny, ale nie zaskoczył niczym szczególnym.
Można nawet porwać się na stwierdzenie,że tego można się było spodziewać.
Następcami “wynajmującymi” scenę była grupa Indios Bravos. Z pozoru mogli nie pasować do repertuaru festiwalu,ale dodali ogromnego pozytywu i energii.Świetne aranżacje Piotra Banacha i delikatny głos Gutka to bardzo dobra mieszanka.
Dla mnie najgenialniejszym i najciekawszym zarazem utworem był cover (choć to tak błaho brzmi ) zespołu The Doors-When The Music’s Over.Zrobił ogromne wrażenie jak i cały koncert,który wielu sceptyków zaskoczył na plus oczywiście.
Drugim od końca występem zaprezentował się zespół T.Love. Ich koncerty są pełne niewidzialnej mocy,która unosi się nad sceną i publicznością.Zagrali swoje 2 nowe kawałki i dodatkowo kilkanaście ‘klasyków’.T.love to takie przyjemne granie.Muzyka nie jest bardzo skomplikowana,
wokalista nie posiada cudnego głosu…a mimo to potrafią sprawić,aby publiczność skakała i bawiła się przez ok. 1,5 godziny.To pewnego rodzaju fenomen, bo nie każdemu się to udaje.Z pewnością każdy z wielką przyjemnością wraca do T.Love i ich utworów,które kojarzyć się mogą z
młodością, czasami licealnymi itd. Było bardzo miło i energetycznie.
Ostatnią gwiazdą przewidzianą na pierwszy dzień majówki był Kazik z zespołem Buldog.Biedak był chory co dało się poznać w jego śpiewie i samopoczuciu.Wielki ukłon jednak za to,iż nie zrezygnował z koncertu.
Będąc blisko sceny można było zauważyć jeden malutki szczegół-wokalista czytał teksty z kartek leżących na ziemi co było lekko dziwne.Zdecydowanie Kazik ‘dawał’lepsze koncerty,z większym powerem.Niewątpliwie każdy słuchacz oczekiwał od niego właśnie takiego ‘powera’.
Aczkowiek nie zabrakło największych hiciorów Kazimierza;). Mimo to publika bawiła się świetnie (a przecież to ona jest najwyższym sędzią) i jeszcze parę min wykrzykiwała i skandowała by zagrali coś jeszcze.
Koncerty zakończyły się w okolicach godziny 22. Co oznaczało,że w mieście panuje cisza nocna.Wiele osób przyjezdnych do rana zwiedziało Wrocław i znajdujące się tam puby.
Nie całkiem punktualnie bo o 14 rozpoczął się 2 i zarazem ostatni dzień wielkiej majówki.Wielkiem zaskoczeniem dla wszystkich osób był fakt,iż Dżem grał na samym początku.Z punktu widzenia organizatorów miało to swój ukryty sens. Wiadomym faktem jest to,że Dżem ‘ściągnie’
duuużą część publiczności z samego rana i ‘dotrzyma’ do ostatniego występu drugiej wielkiej gwiazdy-Heya(ale o tym za chwilę).
Bez dyskusji Dżem to zespół koncertowy.Czują się jak ryba w wodzie na scenie.Kochają to co robią i robią to świetnie oraz zawodowo. Na scenie zabrakło niestety Adasia Otręby (gitarzysty),który musiał jechać na badania.Co nie oznacza,że Jurek Styczyński sobie nie poradził:)
Chłopaki zagrali swoje wielkie przeboje,rozgrzali publiczność i to od nich zaczęła się seria “pływaków” na cały dzień.Bo czy jest coś bardziej przyjemnego od uniesień (w przenośni i dosłownie) przy utworze “whisky”?
Oni chyba nigdy się nie zestarzeją i zawsze będą ‘wykonywać muzykę’ z taką pasją i oddaniem.Wielkie pokłony.
Nie bardzo dało się zrozumieć występ drugiego zespołu z Wrocławia – Vavamuffin.Od strony muzycznej zaprezentowali się bardzo dobrze. Dobrze też się ich słuchało,ale raczej nie na tym festiwalu,który był lekko odmienny w stylach muzycznych.
Miło byłoby ich posłuchać w jakimś pubie lub na imprezie z tak typową muzyką(reggae, raggamuffin, dancehall).Wiele osób nie zrozumiało przesłania i po prostu poszła sobie coś zjeść, wypić a koncert potraktowała jak małą przerwę w koncertowaniu.
Następny zespół za to bardzo ucieszył publikę. Happysad (bo o nim mowa) mnie osobiście nie przypadł do gustu.Wszystkie utwory wydawały mi się identyczne, podobnie z tekstami. Chociaż zdaje sobie sprawę,że zostałabym ‘zlinczowana’ przez pokaźną liczbę
nastoletnich fanek,które wykrzykiwały i śpiewały każde,nawet najmniejsze słowo piosenek.Sądzac po reakcjach publiczności, zespół zagrał dobry koncert i poruszył ludzi, a chyba o to tutaj chodziło.
Pozostając w klimatach, przedostatnim zespołem był Strachy na Lachy z legendarnym Grabażem. Koncert dobry, pełen pozytywnych emocji i anegdotek wokalisty.Publiczność poruszona wcześniejszym zespołem ożywiła się jeszcze bardziej.
Występ nie zachwycił mnie aż tak bardzo. Nie był ani zły ani bardzo dobry.Coś pomiędzy.
Ogromna część czekała na ‘wisienkę’wieczoru jak i festiwalu-Hey’a. Wielka szkoda,że nie zagrali więcej swoich starych przebojów,które tak silnie działają na słuchaczy.
Katarzyna Nosowska bez dwóch zdań jest oryginalną wokalistką z przepięknym głosem.Nie bardzo potrafi rozmawiać z ‘tą drugą stroną barierek’ (o czym świadczą jedynie słowa ’ dziękuje, no dziękujemy bardzo’) ale kiedy chodzi o nią to niepotrzebne.
Oddaje wszystko w swoim głosie..w swojej postaci i w swoich tekstach. Cudny klimat oddała atmosfera panująca w powietrzu.W pewnym momencie chmury zaczęły się gromadzić i spadł deszcz,którzy idealnie przypasował mi do tych piosenek.
Na koniec grzechem byłoby nie napisać o ochronie festiwalu.Dawno nie widziałam tak wspaniałej,uśmiechniętej i cierpliwej służby ochrony.Wyłapywali ‘pływaków’ z wielkim oddaniem.Ba! pytając się czy wszystko jest ok.
Choć po paru godzinach stawało się to ciężką pracą, w ani jednej chwili nie stawali się nie mili.Wielu fotografów przez parę minut zamiast robić zdj artystom na scenie,zajmowało się fotografowaniem panów ochroniarzy w akcji.
Ich organizacja i współpraca była imponująca.To wydarzenie (że pozwole sobie tak to nazwać) było zaskoczeniem dla naprawdę wielu.Wielki szacunek dla Panów i ich pracy.W końcu nazywali się “Respekt security” :)
Podsumowując festiwal był bardzo udany.Każdy znalazł coś dla siebie.Wsród wielu majówek warto było się wybrać właśnie na tą do Wrocławia.
Karolina Skrzyńska
Ostatnie wpisy
Więcej ognia ! - relacja z koncertu EWR.
Dziś 20 listopada. Czwartek. Jak co tydzień w katowickim Cogitaturze i dziś odbył się koncert. I choć od występu East West Rockers minęło równo dwa tygodnie, a w Cogi regularnie koncertują inne kapele, to jednak każdej z nich ciężko zgromadzić tłum porównywalny z tym, który był owego poświątecznego wieczoru, 6 listopada.
Słaby prezent ...
Czwartkowy koncert częstochowskiej formacji Habakuk, zapowiadał się jako doskonały wstęp do świętowania II urodzin katowickiego Cogitaturu. Niestety gdybym był zaproszonym gościem, miałbym mieszane uczucia co do tego muzycznego prezentu jaki został zaserwowany.




