Profil: 14against5
użytkownik
Ulubione zespoły
Strona WWW
Adres e-mail
Dodanych koncertów
w tym miesiącu: 0
w zeszłym miesiącu: 0
łącznie: 0
Parę słów o sobie
Melodyjny, pozytywny punk-rock na bardzo dobrym poziomie – oto propozycja 14 against 5. Jeżeli heroiniarskie wybryki Sex Pistols nie pasują Ci, a polski żul-punk jest zbyt ordynarny i prostacki – spróbuj tego. Coś dla miłośników ładnych melodii i śpiewania, nie wrzasku.
Nazwa zespołu stanowi gierkę alfabetyczną – Never Agaist Equality (nigdy przeciwko równości), a 14 i 5 to numery pierwszych literek wyrazów w alfabecie. Ot, i widać od razu, jaki rys ideologiczny przyświeca zespołowi. Troszeczkę tu mamy wolności, równości, mnówstwo dobrej zabawy i pochwały młodości, ale tej spędzonej w rozsądny sposób. Sami panowie mówią, ze wola być kojarzeni z deskorolką, rowerem i californią, niż z narkotykami, polityką i buntem. Jeżeli ktoś zna określenie skate-punk – wie, o co chodzi.
Muza nie jest jakoś specjalnie skomplikowana. Przez cały kawałek gitary walą na pełnych, otwartych chwycikach, czasem lekko przytłumionych. Wszyściutko pracuje ładnie na 4/4, żadnych zaskoczeń i nowatorskich rozwiązań nie ma co oczekiwać. Bo i po co. Wokal śpiewa, żadnego growla i wrzasku nie ma. Wszystko jest niesłychanie melodyjne – tu nie ma być potwornie czadersko, ma być rockowo po amerykańsku. Muzyka kojarzy mi się z grami komputerowymi w stylu Tony’ego Hawka, czy Taxi Driver – tam też mnóstwo takiej muzy leci. Jak pokazują gości szalejących na rowerkach, deskach czy rolkach, też podobne kawałki można usłyszeć. Fani hardcore chyba nie mają co tego kąsać – dla nich będzie to muza zbyt cukierkowa. Ot, taki punkujący rock dla wszystkich. Chwała przy tym kapeli, że od razu podkreśla, o co im chodzi – nie udają kolejnego klonu offspringa i piszą, że rower i deska są ok.
Kapelka gra od 2004 roku, w 2006 popełniła pierwsza płytę "13th Day Of January" . Można znaleźć kilka opinii, że jest to jeden z najbardziej obiecujących zespołów punk-rockowych w Polsce. I trudno się nie zgodzić. Tylko pamiętajcie – to nie są goście z Irokezami, którzy w jednym ręku mają jabola, a w drugiej siusiaka lejącego na radiowóz. Oni wolą grać dla zabawy w stylu południowej Californii. Chociaż kondychy na scenie, wysokości skoków moga im pozazdrościć nawet kangury. Plaża zamiast piwnicy? A czemu nie?
Dołączył(a)
27 maja 2007




